Włochy, Austria wrzesień 2025 – dzień po dniu

We wrześniu 2025 roku wybraliśmy się na 9 dniowy wypad do Włoch i Austrii. O pojedynczych miejscach, które udało się nam odwiedzić już pisałem, ale teraz załączę relację dzień po dniu. Jak zwykle w naszym przypadku, założenie było takie, żeby jak najwięcej zobaczyć, ale też nie gonić od rana do wieczora po wszystkich możliwych atrakcjach. Plan udało się zrealizować w 100%. Zobaczyliśmy wiele pięknych miejsc, ale znaleźliśmy też czas na relaks i odpoczynek. Zapraszam do lektury.

Dzień pierwszy – podróż

Wyruszyliśmy samochodem w sobotę rano w dniu 13.09.2025. Naszym celem był camping Bella Italia w miejscowości Peschiera del Garda. O samej drodze nie ma wiele co pisać. Jechaliśmy przez Czechy i Austrię. Na miejsce dojechalibyśmy z przerwami pewnie w ok. 12 godzin, jednak na granicy Austrii i Włoch staliśmy ponad 2 godziny z powodu wypadku. W efekcie do miejsca docelowego dojechaliśmy po 19 i mieliśmy już tylko ochotę na odpoczynek.

Tutaj kilka słów na temat Campingu Bella Italia. Jest to jeden z największych campingów we Włoszech. Znajdziecie tu domki i apartamenty w różnym standardzie. Jest oczywiście też przestrzeń na kampery, czy namioty. Na terenie campingu znajdziecie wszystko co jest potrzebne aby spędzić przyjemnie urlop. Są sklepy, restauracje, pralnie i przede wszystkim duża strefa basenowa. Nasze dzieci szczególnie to miejsce sobie upodobały i w ogóle nie były zainteresowane kąpielami w Gardzie. Mimo, że nasz pobyt przypadł na połowę września, to dla dzieci wciąż odbywały się wieczorne imprezy. Dodatkowo camping mieści się przy samym południowym wybrzeżu Gardy, zatem przyjemnie było oglądać wschody i zachody słońca. Generalnie bardzo polecamy to miejsce na bazę wypadową.

Peschiera del Garda to dobre miejsce wypadowe do zwiedzania południowego brzegu Gardy. Można też zorganizować sobie wycieczki do kilku większych miast takich jak: Werona, Wenecja czy Mediolan. My odwiedziliśmy właśnie Weronę, ale o tym później. Jeśli jednak Waszym celem jest chodzenie po górach, czy wspinaczka, to wybrałbym jako bazę północne wybrzeże. To tam rozpoczyna się większość szlaków, a krajobrazy są bardziej spektakularne, niż na południu. Jeśli jeszcze kiedyś wrócimy nad Gardę, to z pewnością poszukamy noclegu w którymś z północnych miasteczek.

Dzień drugi – Peschiera del Garda

Pierwszego dnia spędzonego w całości we Włoszech zwiedziliśmy centrum miasteczka, w którym mieliśmy bazę. Z campingu do centrum Peschiery warto odbyć spacer wzdłuż wybrzeża Gardy. Jest to miasto znane z potężnych, gwiaździstych fortyfikacji wpisanych na listę UNESCO. Ma klimat trochę wakacyjny, trochę historyczny — wąskie uliczki, mosty i kanały robią mega przytulne wrażenie. Nie brakuje kawiarni i restauracji, w których można pysznie zjeść, lub napić się włoskiej kawy, czy aperola. Jeśli macie ochotę na rejs po jeziorze, to w Peschierze na pewno jakiś upolujecie. Po obiedzie wróciliśmy na camping i cieszyliśmy się wodą w basenach i słońcem.

Dzień trzeci – wizyta w Weronie

W poniedziałek oddaliliśmy się nieco od Jeziora Garda, a konkretnie pojechaliśmy do Werony. Miasto Romea i Julii to jedno z najpiękniejszych miast północnych Włoch, znane przede wszystkim z bogatej historii, wyjątkowej architektury i atmosfery sprzyjającej romantycznym spacerom. Jej historyczne centrum, wpisane na listę UNESCO, zachwyca doskonale zachowanym układem urbanistycznym z czasów rzymskich, średniowiecznych i renesansowych. Opis całej trasy zawarty jest we wpisie, ale generalnie Werona bardzo się nam spodobała. Jeden dzień to za mało żeby zobaczyć wszystko co istotne w mieście, ale wystarczająco aby zaliczyć najważniejsze miejsca i zabytki.

Dzień czwarty – Monte Casale i ferrata Ernesto Che Guevara

We wtorek podzieliliśmy zespół. Dziewczyny zostały na campingu i cały dzień spędziły na basenie, a ja udałem się w kierunku Trydentu, aby przejść jedną z najdłuższych dróg typu via ferrata we Włoszech. Ferrata Ernesto Che Guevara prowadzi na szczyt Monte Casale (1 632 m n.p.m.) i choć nie jest to ferrata bardzo trudna, to jednak długość i przewyższenie robią swoje. Miejscowość Pietramurata, gdzie rozpocząłem i zakończyłem wycieczkę leży na północ od Arco i z tego miejsca Monte Casale wygląda na górę nie do zdobycia. Na miejscu byłem ok 9 rano, a z powrotem na campingu ok 19. Wyjście dało mi w kość, ale satysfakcja ze zdobycia kolejnego szczytu, do tego ciekawą drogą, była jak zwykle większa. Polecam, jednak trzeba mieć na uwadze, że ferratę Ernesto Che Guevara rekomenduję raczej osobom mających już pewne doświadczenie z tego typu drogami, no i posiadającym dobrą kondycję.

Dzień piąty – Limone sul Garda i Sirmione

Dzień piąty, czyli środa to wycieczka do dwóch klimatycznych miasteczek. Najpierw usytuowane na północno zachodnim brzegu Limone. Znane z jasnych cytrusowych tarasów i spektakularnych, stromo opadających gór. Miasteczko zachwyca wąskimi uliczkami, kolorowymi fasadami i śródziemnomorskim klimatem. Od wieków słynie z uprawy cytryn, a dziś także z nadmorskiej promenady, która oferuje jedne z najpiękniejszych widoków nad całym jeziorem

W drodze powrotnej odwiedziliśmy Sirmione, położone na wąskim półwyspie wysuniętym w głąb jeziora. Znane jest z zachwycającego zamku Scaligerów, który strzeże wejścia do starego miasta, oraz z termalnych źródeł o właściwościach leczniczych. Wąskie, pełne uroku uliczki, eleganckie kawiarnie i punkty widokowe tworzą romantyczną atmosferę, a ruiny Grot Katullusa na końcu półwyspu pozwalają zanurzyć się w historii sięgającej czasów rzymskich.

Dzień szósty – Monte Baldo i Malcesine

Monte Baldo i leżące u stóp tego masywu Malcesine, to miejsca które koniecznie trzeba odwiedzić. Na Monte Baldo można dotrzeć na nogach, lub wyjechać kolejką. My zdecydowaliśmy się na tą drugą opcję. Z góry rozciąga się zachwycający widok na całe Jezioro Garda. Malcesine to kolejne z uroczych miasteczek, którego nie chce się opuszczać. Spacer w tym miejscu i pizza to pozycje obowiązkowe. Dojazd, spacer po masywie Monte Baldo, obiad i spacer po Malcesine, a także powrót na camping to plan na cały dzień.

Dzień siódmy

W piątek dnia siódmego zdecydowaliśmy się na odpoczynek. Spędziliśmy cały dzień na campingu ładując baterie przed drogą powrotną. Poza opalaniem się i kąpielami w basenie obserwowaliśmy zachód słońca nad jeziorem Garda.

Dzień siódmy – Dolomity i nocleg w Austrii

W sobotę rozpoczęliśmy powrót do domu. Podróż miała być podzielona na dwa etapy. Tego dnia mieliśmy w planie dojechać do miejscowości Alpendorf w Austrii i tam przenocować. Wybrałem drogę przez Dolomity, ponieważ chcieliśmy chociaż trochę posmakować klimatu tych pięknych gór. Naszym głównym celem była przełęcz Passo Giau. To położone na wysokości ponad 2200 metrów miejsce całkowicie nas zauroczyło. Droga dojazdowa i widoki z przełęczy to coś pięknego. Po przejechaniu kilku przełęczy i miasteczek w rejonie postanowiłem, że musze tam wrócić w przyszłości i pochodzić po górach.

Do Austrii dojechaliśmy wieczorem i nie było już czasu na zwiedzanie. To zaplanowaliśmy sobie jednak na dzień następny.

Dzień ósmy – Wąwóz Liechtenstein i Bischofshofen

Ostatni dzień to przede wszystkim powrót do domu, ale do południa sędziliśmy czas w Austrii. Pierwszym miejscem był malowniczy wąwóz Liechtenstein. Na miejscu byliśmy kilka minut po 9 i dzięki temu mieliśmy wąwóz niemal tylko dla siebie. Gdy wychodziliśmy, do kasy ustawiona była już spora kolejka. Będąc w okolicy warto to miejsce zobaczyć. Całość trasy jest do pokonania w 1/1,5 godziny, a jest na co popatrzeć. Natura potrafi zdziałać cuda.

Ostatnim akcentem wyjazdu była krótka wizyta w miejscowości Bischofshofen. To tam co roku odbywa się finał Turnieju 4 Skoczni w skokach narciarskich. Będąc w okolicy nie mogłem odmówić sobie zobaczenia tak kultowego obiektu jak skocznia im. Paula Ausserleitnera. Jest to skocznia duża, na której w ostatnich latach zwycięstwa w turnieju świętowali Polacy: Kamil Stoch i Dawid Kubacki, a wcześniej Adam Małysz. Pod skocznią znajduje się też muzeum skoków, jednak tego dnia było zamknięte.

Podsumowanie

Ten wyjazd był jednym z najpiękniejszych w tym roku. Z całego pobytu byliśmy bardzo zadowoleni. Do tego wszystkiego dopisała pogoda, więc wypoczęliśmy i wróciliśmy do domu pełni nowych doświadczeń. Okolice Jeziora Garda to przepiękne tereny i tydzień tam spędzony na pewno nie wystarczy aby zobaczyć wszystko. Jeśli tylko będzie taka możliwość, to na pewno tam wrócimy. Kto wie, może już w przyszłym roku 🙂

Afryka Alpy Alpy Julijskie Austria Barcelona Beskidy Beskid Śląski Beskid Żywiecki Błatnia Chorwacja City Break Czechy Dachstein Dolny Śląsk DOlomity Europa Ferraty Grecja Góry Góry Atlas Góry na Słowacji Góry Stołowe Góry z dziećmi Hiszpania Jezioro Garda Katalonia Korona Gór Polski Książki Maroko Mała Fatra Podróże po Europie Polska Recenzja książki Rzym Skalne Miasta Skrzyczne Sudety Słowacja Słowenia Tatry Tatry Słowackie Tatry Wysokie Tatry Zachodnie Węgry Włochy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry