Tydzień na All Inclusive – Riwiera Olimpijska

Jak wiecie z poprzednich wpisów, początkiem lipca spędziliśmy trochę czasu w słonecznej Grecji. Tym razem zdecydowaliśmy się na opcję all inclusive z biurem podróży, co nie jest dla nas normą. W tym wpisie pokażę jednak, że takie wakacje wcale nie muszą polegać tylko na leżakowaniu przy basenie, obżeraniu się i obfitego korzystania z hotelowego baru. Naszym celem podczas tego pobytu był wypoczynek i zwłaszcza dla dziewczyn wartością był przede wszystkim basen, ale nie byłbym sobą, gdybym nie zaplanował kilku wycieczek. Naszą bazą był Hotel Kronos w miejscowości Platamonas. Jest to miejsce, które może stanowić dobrą bazę wypadową do zwiedzania środkowej Grecji.

Dzień pierwszy i drugi – zachody słońca

Do Salonik przylecieliśmy w sobotę po południu. Przejazd do hotelu zajął około 2 godzin, zatem tak naprawdę nie zostało wiele czasu za zrobienie czegokolwiek. Zjedliśmy kolację, zameldowaliśmy się w pokoju i udaliśmy się na zachód słońca na plażę w Platamonas. W okolicach małego portu udało się zrobić kilka zdjęć. Zachody słońca na plaży bardzo lubię, także w kolejnych dniach powtarzaliśmy tą aktywność. Niedziela była również dniem relaksu i nie ruszaliśmy się nigdzie daleko. Dziewczynom zależało na jak największej ilości leniuchowania, zatem zwiedzanie i eksplorację Grecji miałem zaplanowane na kolejne dni. Niedzielny wieczór spędziliśmy oczywiście na plaży podziwiając zachód słońca.

Dzień trzeci – Zamek Platamonas

Trzeciego dnia, a był to poniedziałek, postanowiłem odwiedzić jedną z największych atrakcji Platamonas, czyli ruiny zamku, które malowniczo usytuowane są na wzgórzu. Z hotelu było do pokonania ok 4 km w jedną stronę. Szedłem głównie plażą, szukając widoków. Upał tego dnia doskwierał i podejście pod górę do samych ruin kosztowało mnie wiele sił. Wejście na teren zabytku to koszt 10 euro i szczerze mówiąc nie warto. Ruiny wyglądają z zewnątrz okazale, dodatkowo w nocy są oświetlone, co robi wrażenie, ale w środku nic nie ma. Nie można było nawet wejść na dobrze zachowaną basztę. Jedyny plus to rozległe widoki na wybrzeże i miejscowość Neos Panteleimonas. Do hotelu wróciłem ok południa i byłem bardzo zmęczony, mimo że jestem przyzwyczajony do znacznie dłuższych wędrówek.

Dzień czwarty – Półwysep Pelion

Czwartego dnia, czyli we wtorek, wypożyczyliśmy samochód, który towarzyszył nam do czwartku. We wtorek wybraliśmy się na wycieczkę w północne rejony Półwyspu Pelion. O tym co tam zobaczyliśmy jest już osobny wpis na blogu. Ogólnie jest to miejsce nieco omijane przez turystów, może dlatego tak bardzo się tam nam podobało. Pelion, podobnie jak Riwiera Olimpu, to miejsce gdzie góry spotykają się z morzem, a więc jest to idealny teren dla kogoś takiego jak my. Żeńska część rodziny woli morze i spokojny wypoczynek, a ja lubię wyskoczyć w góry, a po południu zrelaksować się w wodzie. Na Półwysep Pelion chcielibyśmy kiedyś wrócić i zwiedzić ten rejon dokładniej.

Dzień piąty – Mitikas

Głównym celem tegorocznych wakacji było zdobycie Mitikasa, czyli najwyższego szczytu Grecji. O tej wyprawie również pisałem w osobnym wpisie, do którego lektury zapraszam. Ogólnie Mitikas to najwyższy wierzchołek masywu Olimpu i mierzy sobie 2918 m n.p.m. Jest to szczyt wymagający przede wszystkim dobrej kondycji i obycia z ekspozycją. Ja rozpocząłem marsz o godz 4.30 a w samochodzie byłem ponownie o 14. Wszedłem na 3 z 4 głównych wierzchołków Olimpu i była to wyprawa, która przyniosła mi wiele satysfakcji. Po zrobienia ponad 2200 metrów przewyższenia i kilku godzinach snu, nie miałem zbyt wielkiej ochoty na aktywne spędzenie reszty dnia. Niemniej jednak zachód słońca tradycyjnie obserwowaliśmy z plaży 🙂

Dzień szósty – Meteory

Kolejnego dnia wybraliśmy się na kolejną dalszą wycieczkę, a celem były Meteory – jedno z najpiękniejszych miejsc w Grecji. Tutaj mała anegdota – tego samego dnia organizowana była wycieczka w to samo miejsce przez biuro podróży. Jeśli dobrze pamiętam, to koszt wynosił ok 60 euro na osobę + plus ewentualne wejścia do klasztorów były płatne dodatkowo. Czyli tylko taka wycieczka w przypadku 4 osobowej rodziny to koszt ok 250 Euro. Za wynajem samochodu z ubezpieczeniem na 3 dni zapłaciłem 160 Euro plus raz zatankowaliśmy auto za ok 60 Euro. Można więc powiedzieć, że w cenie jednej wycieczki fakultatywnej mieliśmy Pelion, Mitikas i Meteory. Nie mówię tu, że skorzystanie z oferty biura to coś złego. Jeśli jednak czujecie się na siłach to wypożyczcie samochód i samemu zaplanujcie zwiedzanie. Jest to opcja zdecydowanie tańsza, a do tego macie więcej swobody i elastyczności.

Co do samych Meteorów – jest to przepiękne miejsce i będąc w północnej Grecji trzeba je zobaczyć. Jednak, jeśli to możliwe, polecam wycieczkę przed, lub po sezonie. Będzie chłodniej i niewątpliwie nie spotkacie takich tłumów 😉

Dzień siódmy – rejs na Skiathos

Wyżej pisałem, że jeśli to możliwe, to rekomenduję wypożyczenie sobie samochodu i zwiedzanie danego kraju na własną rękę, nawet jesli wakacje są w formie all inclusive. Ale, że człowiek to istota ciekawska, to postanowiliśmy jednak po raz pierwszy w życiu skorzystać z opcji wycieczki fakultatywnej. Był to rejs na wyspę Skiathos i spędzenie tam czasu. Cóż, wszystkiego trzeba w życiu spróbować. Niemniej takie wycieczki do nie jest zabawa dla nas. Towarzystwo różnorakich ludzi, którzy w różny sposób się zachowują, mało czasu na zwiedzanie i konieczność dopasowania się do grupy i programu to nie nasza bajka.

Samo Skiathos to jednak ciekawe miejsce. Mieliśmy okazję spędzić chwilę na plaży Koukounaries, która nazywana jest złotą plażą, a także pochodzić trochę po miasteczku Skiathos. Plaża na pewno jest urokliwa, ale tłumy nie pozwalają na spokojny wypoczynek. Nie jest to zatem miejsce dla nas. Jednak miasteczko to inna bajka. Jest bardzo urokliwe, zwłaszcza poza hałaśliwym centrum. Można dobrze zjeść, znaleźć miejsce do opalania i kąpieli z dala od tłumów, a także pospacerować klimatycznymi uliczkami. Chętnie spędzilibyśmy tam więcej czasu, ale znowu – zbiórka o konkretnej porze i rejs z powrotem na część kontynentalną. Skiathos to wyspa, na którą też chciałbym kiedyś wrócić.

Dzień ósmy i podsumowanie

Ostatni dzień był dniem wylotu. Oddaliśmy też samochód, tak więc opcji spędzenia czasu nie było dużo. Jeśli macie lot po południu, czy wieczorem, to po wymeldowaniu się z pokojów bagaż oddaje się do depozytu, ale można normalnie korzystać z hotelowych udogodnień. Niemniej jednak nie ma już tego luzu, co wcześniej. Ok 18 wyruszyliśmy na lotnisko i finalnie bez przeszkód ok północy wylądowaliśmy w Katowicach.

Czy jesteśmy zadowoleni z tych wakacji? Odpowiedź brzmi: tak. Wybór oferty biura podróży był świadomy. Od początku nastawialiśmy się na umiarkowanie intensywne zwiedzanie połączone z wypoczynkiem. To co zaplanowałem zrealizowaliśmy z nawiązką. 7 dni na Riwierze Olimpijskiej to wystarczający czas, żeby zwiedzić najciekawsze miejsca. Wróciłbym w te rejony tylko po to, żeby więcej pochodzić po górach. Park Narodowy Olimpu oferuje wiele tras trekkingowych, a ja przeszedłem tyko mały fragment. Poza tym chciałbym jeszcze zwiedzić miejscowość Litochoro, być może podjechać do Dion. Jednak co do zasady, następnym razem będziemy szukali innego miejsca w Grecji.

Alpy Alpy Julijskie Austria Barcelona Beskidy Beskid Śląski Beskid Żywiecki Bośnia i Hercegowina Błatnia Chorwacja City Break Czechy Czeski Raj Dachstein Dolny Śląsk DOlomity Europa Ferraty Grecja Góry Góry Atlas Góry na Słowacji Góry z dziećmi Hiszpania Jezioro Garda Katalonia Korona Gór Polski Kościelec Książki Maroko Mała Fatra Olimp Podróże po Europie Polska Recenzja książki Reportaż Skalne Miasta Słowacja Słowenia Tatry Tatry Słowackie Tatry Wysokie Tatry Zachodnie Węgry Włochy

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry