Kozi Wierch zimą

Kozi Wierch to najwyższy szczyt w całości położony w Polsce. Wznosi się na wysokość 2291 m n.p.m. i jest częścią legendarnej Orlej Perci. Na szczyt można dostać się startując z Hali Gąsienicowej, lub z Doliny 5 Stawów. W wariancie zimowym często wybierany jest ten drugi wariant. Podejście z „Piątki” nie jest szczególnie wymagające pod względem technicznym, ale trzeba nastawić się na mozolną wspinaczkę, bez momentów wypłaszczenia. Kiedy jednak dostaniemy się na grań, widoki zrekompensują całe zmęczenie. Pamiętajcie oczywiście, żeby górskie wycieczki, zwłaszcza zimowe, planować z rozwagą. Zadbajcie też o odpowiednie wyposażenie 🙂

Dolina 5 Stawów

Pierwszy etap wędrówki to dotarcie z parkingu w Palenicy Białczańskiej do Doliny 5 Stawów. To blisko 8 kilometrowy marsz i 740 metrów podejścia. Ruszamy drogą oznaczoną kolorem czerwonym. Na wysokości Wodogrzmotów Mickiewicza skręcamy w prawo na szlak zielony, który prowadzi Dolina Roztoki do Doliny 5 Stawów. To droga, która spokojnie pnie się w górę i dopiero pod sam koniec jest stromiej. Będąc już pod samą „piątką” odbijamy na szlak czarny, bowiem ze względu na zagrożenie lawinowe zimą nie powinno się chodzić przez Siklawę. Tego dnia mamy lawinową dwójkę, a szlak zielony jest przetarty, nie decydujemy się jednak z skróty i prawilnie wybieramy szlak czarny. Przy schronisku robimy pierwszy krótki postój w celu zebrania energii na atak szczytowy. Jest ciepło, a promienia słońca zaczynają powoli oświetlać grań Orlej Perci.

Podejście na Kozi Wierch

Kilka minut po 8 ruszamy niebieskim szlakiem i na wysokości Wielkiego Stawu Polskiego odbijamy w prawo. Latem na Kozi Wierch doprowadzi nas szlak czarny, ale zimą zwykle wybiera się drogę na prawo od letniego wariantu. To moment gdzie zakładamy raki. Ścieżka jest dobrze wydeptana, zatem idzie się dość komfortowo. Czekan, lub kijki trekkingowe dodatkowo ułatwiają mozolną wspinaczkę. Jest zaskakująco ciepło, a dodatkowo promienie słońca padają dokładnie na południowe zbocza, więc ściągamy kurtki i idziemy w samych polarach. Na zejściu słońce będzie jeszcze bardziej dawać się we znaki. Ten fragment wędrówki to też czas, gdzie tempo nam spada. Po pierwsze jest stromo, a po drugie z każdym metrem widoki są bardziej spektakularne. Na podejściu nie ma wielu innych turystów, a co za tym idzie – zatorów. Mijamy kilku zdobywców, którzy zdecydowali się wchodzić na wschód słońca, a oprócz nas w kierunku szczytu zmierza dosłownie kilka osób w sporych odległościach od siebie.

Szczyt Koziego Wierchu

Ze schroniska na Kozi Wierch mamy 630 metrów podejścia, czyli niemal tyle samo, ile z parkingu do Doliny 5 Stawów. Różnica polega na tym, że pierwszy etap wędrówki to 7,5 kilometra, a drugi to 2,5 kilometra. Wejście na grań to ulga dla nóg, ale też moment, gdzie trzeba zachować koncentrację. Ściany masywu opadają stromo, szczególnie w stronę Hali Gąsienicowej. Niemniej jednak widoki na wszystkie strony są spektakularne. Aby dojść na szczyt Koziego Wierchu musimy skręcić w lewo i podejść jeszcze kilkadziesiąt metrów. Na wierzchołku robimy postój. Jest tak ciepło, że z przyjemnością można usiąść i odsapnąć. Robimy oczywiście kilka zdjęć i symbolicznie wznosimy toast za bezpieczne wejście na szczyt 🙂

Zejścia w promieniach słońca

Kilka minut po 11 zaczynamy zejście. Słońce świeci już w pełni, co sprawia że śnieg zaczyna topnieć i wyjeżdżać spod nóg. Nie są to komfortowe warunki, ale trzeba sobie radzić. Na zejściu przydają się kije trekkingowa, jako dodatkowy punkt podparcia. O tej porze słońce grzeje już niemiłosiernie. Pot leje się z czoła, nie ze zmęczenia, a z gorąca. Aż trudno uwierzyć, że mamy styczeń. Zgrzani bardziej, niż podczas wejścia dochodzimy do schroniska, gdzie z wielką przyjemnością wypijamy po kuflu piwa. W najwyżej położonym w Polsce schronisku jest sporo turystów, ale mimo wszystko spodziewaliśmy się więcej. Jest tak przyjemnie, że nie za bardzie chce się ruszać w drogę powrotną, ale nie ma wyjścia. Tego dnia w Zakopanem rozgrywany był konkurs indywidualny Pucharu Świata w skokach narciarskich i aby uniknąć korków, trzeba było ruszyć z Palenicy przed zakończeniem zawodów. Powrót na parking zajął nam tyle samo ile podejście, co wiele świadczy o tempie 😉

Podsumowanie

Chociaż była to ciężka wędrówka pod względem fizycznym, satysfakcja ze zdobycia szczytu również była nie mała. Tatry zimą wyglądają zjawiskowo, a piękna pogoda jaka nam się przytrafiła, tylko dodała przyjemności z przebywania w górach. Kozi Wierch to ciekawy szczyt, warty zdobycia zarówno latem jak i zimą. Latem zdobywałem Kozi przechodząc Orlą Perć. Jest to wariant trudny, raczej dla wprawionych turystów. Zimowy wariant z Doliny 5 Stawów też nie należy do prostych, ale tutaj przede wszystkim wyzwaniem jest strome i długie podejście. Jeśli macie dobrą kondycję i już jakieś doświadczenie z zimowymi Tatrami, to powinniście sobie dać radę. Pamiętajcie jednak o zimowym wyposażeniu, bo w raczkach nie polecam wybierać się z Tatry Wysokie.

Afryka Alpy Alpy Julijskie Austria Barcelona Beskidy Beskid Śląski Beskid Żywiecki Błatnia Chorwacja City Break Czechy Dachstein Dolny Śląsk DOlomity Europa Ferraty Grecja Góry Góry Atlas Góry na Słowacji Góry Stołowe Góry z dziećmi Hiszpania Jezioro Garda Katalonia Korona Gór Polski Książki Maroko Mała Fatra Podróże po Europie Polska Recenzja książki Rzym Skalne Miasta Skrzyczne Sudety Słowacja Słowenia Tatry Tatry Słowackie Tatry Wysokie Tatry Zachodnie Węgry Włochy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry