Korona Gór Brennej w jeden dzień

Korona Gór Brennej to wyzwanie, które polega na tym żeby we wrześniu 2025 roku zdobyć 20 szczytów Beskidu Śląskiego, mieszczących się w granicach administracyjnych gminy Brenna. Wejście na poszczególne wierzchołki można zaplanować dowolnie, ale ja zdecydowałem się na długą trasę i zaliczenie wszystkich punktów jednego dnia. Było to prawdziwe wyzwanie, ponieważ wędrówka liczyła sobie ponad 56 km i była to moja najdłuższa wycieczka górska do tej pory. Taki plan oznaczał nie tylko przyjemność z przebywania w górach, ale również sprawdzenie samego siebie. Zdradzę, że udało się zdobyć wszystkie szczyty, ale zmęczenie po pokonanej odległości było również nie małe 😉

Trasa

Trasę zaplanowałem w formie pętli. Start i meta zlokalizowane były w centrum Górek Wielkich. Początkowy fragment pokonałem już wcześniej, o czym pisałem tutaj. Z uwagi na obecność w zestawieniu szczytów Starego Gronia i Horzelicy, w jednym momencie trzeba było odbić o głównej trasy, zdobyć oba szczyty i wrócić na główny szlak. Było to w zasadzie jedyne miejsce, gdzie pętla się załamywała. Szczyty jakie należało zdobyć i zrobić sobie zdjęcie to: Zebrzydka, Czupel, Mały Cisowy, Wielka Cisowa, Błatnia, Stołów, Trzy Kopce, Beskidek, Hyryca, Kotarz, Grabowa, Stary Groń, Horzelica, Biały Krzyż, Jaworzyna, Gościejów, Trzy Kopce Wiślańskie, Świniorka, Orłowa i Równica.

Pogoda i klimat w dniu przejścia

Pogoda w niedzielę 07.09.2025 nie była idealna, ale nie padało. Z rana dominowała mgła i spora wilgotność, ale po południu mgła ustąpiła. Nie było jednak w żadnym momencie słonecznie, co w sumie można ocenić na plus. Przy tak długiej wędrówce upał nie był wskazany. Zdjęcia nie wyszły może idealnie, ale klimatycznie, z czego jestem generalnie zadowolony.

Najciekawsze miejsca na trasie

Generalnie cała trasa jest charakterystyczna dla Beskidu Śląskiego. Ścieżka przeważnie prowadzi przez las, momentami przez polany, a widoki to przede wszystkim Beskidy i przy dobrej widoczności Tatry. Tego dnia jednak o Tatrach można było zapomnieć. Większość szczytów to zalesione wierzchołki, ale jest kilka miejsc wartych uwagi. Można tam dotrzeć podczas krótszych wycieczek. Na pewno górą do której ja mam sentyment jest Błatnia. Ze szczytu rozciągają się wspaniałe widoki, do tego jest schronisko PTTK i prywatne ranczo, gdzie można przenocować, zjeść i wypić. W dodatku wycieczkę można zaplanować z wielu miejsc. Kolejne miejsce, to Biały Krzyż. Można tutaj dojechać samochodem i ruszyć choćby na Skrzyczne, przez Malinowską Skałę. Wyróżnię też fragment szlaku z Grabowej na Horzelicę. Jest to przyjemna droga, z elementami lokalnych tradycji, a na Starym Groniu mieści się wieża widokowa. Na koniec Równica. Niepozorna góra, a widoki z niej są znakomite. Polecam szczególnie okolice zachodu słońca. Sam szczyt z tabliczką jest akurat zalesiony, ale baza noclegowo gastronomiczna i miejsce z najlepszymi widokami znajduje się poniżej szczytu. Na Równicę można też dojechać samochodem.

Gdzie można odpocząć na trasie?

Na trasie jest sporo miejsc, gdzie można się zatrzymać, odpocząć i coś zjeść. Pierwsze miejsce to Schronisko na Błatniej. Tu również do dyspozycji mamy Ranczo Błatnia, ale to miejsce wcześnie rano może być zamknięte. Jeśli wybierzecie wariant przez Klimczok, tam również znajduje się schronisko. Kolejne miejsca to Chata Wuja Toma na przełęczy Karkoszczonka, Piknik Bar obok szczytu Kotarza i Chata Grabowa. Właśnie tam my zdecydowaliśmy się na posiłek. Na Przełęczy Salmopolskiej znajdziecie bogatą ofertę gastronomiczną, ale nie jestem w stanie polecić żadnej konkretnej restauracji. Idąc w kierunku Równicy, tuż przy Trzech Kopcach Wiślańskich znajdziemy Telesforówkę, no i w końcu na samej Równicy oferta gastronomiczna jest bogata. Ze swojej strony polecam Dwór Skibówki.

Czy warto?

Korona Gór Brennej to bardzo fajna inicjatywa. Realizując wyjścia ma poszczególne szczyty mamy okazję zobaczyć spory kawałek Beskidu Śląskiego. Zachęcam do przemierzania tego pasma nie tylko we wrześniu, ale przez cały rok. Jeśli chodzi o podejście do tematu, to zdaję sobie sprawę, że cała trasa na jeden dzień może być wyzwaniem ponad siły dla przeciętnego turysty. Niemniej już rozbicie trasy na 2/3 razy to kilka fajnych wycieczek. Dla mnie była to forma sprawdzenia samego sobie. Muszę przyznać, iż na ten moment trudno byłoby mi zrobić dłuższy dystans. Mimo zmęczenia, satysfakcja z przejścia całej trasy była spora i już planuję kolejne górskie wyzwania.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry