Zimowa wędrówka po Beskidach

Przebywanie w górach zimą, to zupełnie inne doświadczenie niż letnie wędrówki. Widoki bywają spektakularne, ale warunki pogodowe zwykle wymagają lepszego przygotowania, a wędrówka bywa męcząca. Kilkugodzinny trekking przy minusowej temperaturze i dużym wietrze może dać w kość, ale może być też ciekawym przeżyciem. Jeśli do tego będziemy mieli szczęście i od czasu do czasu pojawi się okienko widokowe, to możemy być świadkami cudownego spektaklu zgotowanego przez naturę. Tak właśnie było w dniu 14.12.2024 roku. Z samego rana pogoda wydawała się idealna na góry, ale w przeciągu paru chwil krajobraz uległ drastycznej zmianie. Tak czy inaczej, udało mi się zrealizować w 100% założony plan, a trasę którą widzicie poniżej polecam zarówno w wersji letniej, jak i zimowej.

Etap 1 – Skrzyczne

Skrzyczne to najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego. Zaliczany jest do Korony Gór Polski. Kiedy przyjdzie kolej na Skrzyczne we wpisach dotyczących KGP, to przyjrzymy się szczegółowo tej górze, ale dziś to tylko przystanek w dłuższej wędrówce. Moją wycieczkę zaczynam na parkingu obok Hotelu Zimnik w miejscowości Lipowa. Ponieważ planuję pętlę, to w tym samym miejscu zakończę trasę. Startuję kilka minut po 6, ponieważ zakładam, że po godzinie marszu dotrę w okolice szczytu Skrzycznego i będę mógł podziwiać wschód słońca. Prognozy pogody mówiły raczej o pochmurnym dniu, ale wcześnie rano niebo jest czyste, liczę więc na piękne widoki.

Niebieski szlak w początkowej fazie prowadzi przez las, a dopiero na wysokości ok 900 m n.p.m. zaczynają się widoki na okoliczne pasma. Przy dobrej przejrzystości powietrza widać nawet Tatry. Plan jest dobry i rzeczywiście po godzinie marszu mogę delektować się cudownym widokiem. Zimowy wschód słońca w górach to spektakl, który przynajmniej raz w życiu trzeba zobaczyć 🙂 Mimo, że początkowo wszystko wskazuje na piękny dzień, to pogoda szybko się zmienia. Dosłownie w kilka minut niebo spowijają chmury, a mgła zaczyna ograniczać widoczność.

Po dojściu na szczyt robię krótki postój w schronisku. Kubek herbaty i batonik dodają energii, dodatkowo na moment się przejaśnia i mam okazję zrobić kilka zdjęć. Jednak po chwili mgła znowu opada, a do tego zaczyna wiać wiatr. Jak to się mówi, warunki dla koneserów.

Etap 2 – Malinowska Skała

Szlak między Skrzycznem, a Malinowską Skałą jest generalnie bardzo przyjemny. Nie ma tu niemal żadnych przewyższeń, a widoki mamy zacne. Z jednej strony na masyw Klimczoka, a z drugiej na Beskid Żywiecki. Malinowska Skała to popularny szczyt, na który można dotrzeć właśnie od strony Skrzycznego, lub z Przełęczy Salmopolskiej. Ja niestety widoków na okolice nie mam, gdyż mgła jest gęsta, ale surowe zimowe klimaty też mają swój urok.

Etap 3- Barania Góra

Barania Góra to, obok Skrzycznego, chyba najbardziej popularny szczyt w Beskidzie Śląskim. Można na nią dotrzeć właśnie od strony Malinowskiej Skały, ale też z Wisły, czy z Węgierskiej Górki. Z Malinowskiej na Baranią mamy do przejście blisko 6 kilometrów po pofałdowanym terenie, ale bez większych przewyższeń. Szlak jest w miarę dobrze przedeptany, więc idzie się całkiem przyjemnie. Z racji trudnych warunków, nie spotykam zbyt wielu innych turystów, ale dla mnie to nie problem. Na samej Baraniej nie spędzam zbyt wiele czasu. Widoków brak, a na samym szczycie strasznie wieje, tak więc nie ma sensu odpoczywać właśnie w tym miejscu.

Etap 4 – zamknięcie pętli

Aby zamknąć pętlę, muszę cofnąć się po swoich śladach na Magurkę Wiślańską. Tam robię krótką przerwę i zaczynam schodzić czerwonym szlakiem. Jest to fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego, który prowadzi do Węgierskiej Górki, a następnie na Rysiankę i dalej. Ja podążam za czerwonymi znakami tylko kawałek, bo na Magurce Radziechowskiej odbijam na szlak zielony, który doprowadzi mnie do miejscowości Ostre, a następnie na parking, gdzie zostawiłem samochód. Ten fragment wycieczki to wędrówka lasem, a w samej końcówce asfaltową drogą. Im niżej, tym lepsza przejrzystość powietrza. Na sam koniec wycieczki mam znowu lepszy widok na okoliczne pasma. Pętlę zamykam po ok 7 godzinach marszu. Jestem zmęczony, ale zadowolony. Taka trasa w dość trudnych warunkach to fajny trening. Dodatkowo kilkanaście minut widoków podczas wschodu słańca wynagrodziło pobudkę o 4 rano 🙂

Podsumowanie

Trasa, którą proponuję to jedna z fajniejszych opcji w Beskidzie Śląskim. Polecam ją zwłaszcza w warunkach letnich, ale również zimą warto ją przejść. Pamiętajcie jednak, że odległość do przebycia, to blisko 25 kilometrów i blisko 1300 metrów podejść. Dobra kondycja jest wymagana niezależnie od pory roku, ale dodatkowo zimą pamiętajcie o dobrym ubiorze i prowiancie. Jak zawsze w górach, im szybciej ruszycie na szlak, tym lepiej, ale gdy dzień jest krótki, jest to tym bardziej ważne. Pamiętając o bezpieczeństwie ruszajcie na szlak, bo zdecydowanie warto. Beskid Śląski ma wiele do zaoferowania, więc korzystajmy. Skrzyczne, czy Barania Góra to szczyty, które trzeba mieć w sowim górskim CV.

Afryka Alpy Alpy Julijskie Austria Barcelona Beskidy Beskid Śląski Beskid Żywiecki Błatnia Chorwacja City Break Czechy Dachstein Dolny Śląsk DOlomity Europa Ferraty Grecja Góry Góry Atlas Góry na Słowacji Góry Stołowe Góry z dziećmi Hiszpania Jezioro Garda Katalonia Korona Gór Polski Książki Maroko Mała Fatra Podróże po Europie Polska Recenzja książki Rzym Skalne Miasta Skrzyczne Sudety Słowacja Słowenia Tatry Tatry Słowackie Tatry Wysokie Tatry Zachodnie Węgry Włochy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry